W roku przyszłym potrzeba będzie w kraju około 3,5 mln dysków elastycznych, nataomiast w 1990 roku już prawie 6,5 mln sztuk. Takie są ostrożne szacunki biorące pod uwagę przede wszystkim dyskietki 8 i 5,25 cala, pomijające nawet coraz bardziej popularne, małe - ujęte w sztywną obudowę - dyski 3,5 calowe (jeszcze wtedy nawet nie pisano o twardych dyskach! przyp. admin)
Jest to także skala problemu, który wziął na swe barki warszawski
"Meral" - Przedsiębiorstwo Projektowe i Modernizacji Przemysłu Automatyki i Aparatury, będący w praktyce koordynatorem całego "dyskietkowego" przedsięwzięcia. Spójrzmy jednak od kończa, czyli... podwykonawcy. Taka jest bowiem na razie rola
Zakładów Włókien Chemicznych "Stilon", które produkować mają w przyszłości owe polskie dyski elastyczne.
Gorzowski "Stilon" kojarzy się z taśmami magnetofonowymi. Z rozwojem ich produkcji wiążą się także pierwsze kroki poczynione na komputerowej drodze przez fabrykę w początkach lat siedemdziesiątych. Kupując wówczas od "Agfy-Gevert" licencję na nowoczesne taśmy szpulowe i kasety zakład otrzymał też technologię i urządzenia do produkcji
taśmy do maszyn cyfrowych. Wytwarzano ją w ilości kilkudziesięciu tysięcy kilometrów rocznie. W końcu lat siedemdziesiątych produkcję taśmy komputerowej musiała jednak fabryka wstrzymać,
zabrakło dewiz na import surowców oraz zakup nowych zachodnich urządzeń do kontroli jakości taśmy; do starych bardzo już zużytych - nie wytwarzano już po prostu za granicą części zamiennych (codzienność w poprzednim ustroju, przyp. admin).
W latach siedemdziesiątych zapoczątkowano w "Stilonie" prace nad nowymi lakierami magnetycznymi, które doprowadzić miały do powstania taśmy wyższej jakości: zarówno magnetofonowych jak i cyfrowych; Zakład raz po raz ponawiał staranie o ponowne uruchomienie produkcji, zwłaszcza, że
taśma cyfrowa nadal ma w naszych warunkach pewne zalety, odznaczając się dużą pojemnością magazynowania.
Diametralny zwrot w sytuacji przyniosły ostatnie lata: masowa produkcja komputerów z pamięciami na dyskach twardych, elastycznych także "winchester" i pamięci kasetowe. Jasnym stało się, że nie oaca się iwestować dewiz (których zresztą sam "Stilon" pozbawiony praktycznie eksportu nie ma) w odradzanie przestarzałej produkcji taśmy cyfrowej. Pewne nadal niezbędne i ilości lepiej kupić za granicą. Podobnie jak już wcześniej zrobili na przykład Bułgarzy (aczkolwiek drogą zakupu licencji) postawiliśmy na własne dyski elastyczne. Technologię ich produkcji opracować ma dla "Stilonu" - zgodnie z rolą wyznaczoną przez "Meral" - Filmowy Ośrodek Badawczo - Rozwojowy "Techfilm" w Warszawie, który powinien zakończyć prace w połowie roku.
W tym miejscu zaczyna się rola gorzowskiego "Stilonu", który korzystając z dotychczasowych doświadczeń, ma zamiar jak najszybciej uruchomić produkcję polskich dyskietek, tu też jednak zaczynają się wielkie niewiadome, o których przesądzi zapewne w najbliższych miesiącach podpisanie umowy między "Meralem", a ministerstwem czyli Urzędem ds Nauki i Postępu technicznego. Do wyboru są w praktyce dwie drogi: albo zdecydować się na zakup urządzeń do produkcji dysków elastycznych za granicą, albo też próbować wykonać je w kraju. Pierwsze pozwoliłoby odrobinę nadgonić stracony dystans. Kupując na początek urządzenia do obróbki importowanych "placków" czyli odpowiednio wyciętej i powleczonej warstwą magnetyczną folii, "Stilon" mógłby dostarczyć pierwsze dyski już po kwartale - góra po półroczu. Opanowanie owego drugiego etapu produkcji (szlifowanie, polerowanie, przygotowanie kopert - laminowanie, zgrzewanie itp.) umożliwiłoby też sprawne i szybkie przejścia do oblewu folii we własnym zakresie (po sprowadzeniu odpowiednich maszyn). Drugie rozwiązanie, czyli zdanie się na własne siły przy konstruowaniu urządzeń do oblewu i lakierowanie, a także obróbki oznacza dalszych 3-4 lata pracy w najlepszym razie
otrzymanie polskich dyskietek w 1990 roku.
Czy oznacza to konieczność wyłożenia kolejnego miliona dolarów? Spora część tej sumy zostanie zaoszczędzona, bowiem niepotrzebny stanie się bardzo kosztownym import gotowych dysków elastycznych. Z drugiej strony tysiące dolarów na sprowadzenie maszyn do obróbki "placków" w kraju już przeznaczono, urządzenia zamówiło wrocławskie "Elwro", które obok komputerów chce też wytwarzać do nich pamięci.
Niewątpliwie jest to godna uznania troska zakładu o odbiorcę swego sprzętu. Pozostaje jednak pytanie, czy stań nas właśnie dziś na rozpraszanie środków dewizowych? Czy instalować maszyny obróbcze w "Elwro", by stale (albo bardzo długo) importować do nich folię magnetyczną, czy też może lepiej postawić je od razu u docelowego producenta - w "Stilonie"? Uniknięto by ponownego zakupu tych samych urządzeń dla gorzowskiej fabryki, zaoszczędzono na szybkie sprowadzenie maszyn do oblewu folii, a jednocześnie umożliwiono załodze "Stilonu" opanowanie połowy operacji produkcji dyskietki. Załodze - podkreślam - mającej już spore doświadczenie w tej dziedzinie.
Jeszcze czas podjąć jest w tej sprawie decyzje. Dotychczasowe przy tym doświadczenia uczą, że wszelkie prowizorki i połowiczne rozwiązania wyłącznie oddalają nas nie tylko od czołówki ale i od zwykłych przeciętniaków na komputerowym rynku.
Artykuł z marca 1987 roku, Bajtek, Andrzej Cudak